2007-03-21
Zderzenie pamięci z współczesnością bywa bolesne. Widzę więc na trybunie sejmowej posła, którego nie trawię; widzę jak ten twórca chłamu dla ciemnego ludu, w słowach wzniosłych odnosi się do barda „Solidarności”. I tak uchwałą Sejmu Jacek Kaczmarski „poszedł w bohatery...”
Przy okazji domowych porządków odnaleźli mi w domu szarą karteczkę; odbitą na ksero okładkę kasety Kaczmarskiego. Na niej nerwowym charakterem skreślone: „Jarkowi – Jacek; Vancouwer, marzec 1986”. Wyszedłem wtedy z wiezienia. Kaseta była prezentem od brata. Brata los (wsparty staraniami generała J.) rzucił do Kanady; Jacek z podobnych względów pętał się po wolnym świecie grając dla młodej emigracji. Pili zatem i gadali noc całą w mieście nad Pacyfikiem, chwilami także w towarzystwie gitary...
Byliśmy tylko „wierszem idioty odbitym na powielaczu”. Pokolenie urodzonych w połowie lat pięćdziesiątych, obudzone Radomiem, zakochane wiosną w „Solidarności”. Jedni z goryczą pokory przełknęli grudzień, ułożyli sobie życie, pracę, dom...Inni wyjechali lub odrzucili normalność.
W tym ostatnim nie było cienia rozsądku, kalkulacji opartej na nadziei. Było tak, bo było... Bo z czasem wybór się ograniczył. Albo wyjazd, albo wegetacja ściganego królika. Większość bliskich moich przyjaciół znalazła się za oceanem.
Każdy gest od nich był czymś ważnym. Każde słowo Jacka istotnym wskazaniem... Nawet gdy po francuskim winie bawił się parodiując Dylana lub śpiewając „Celinę”; ludzie przed trzydziestką mieli w końcu prawo do śmiechu także „w ojczyźnie ukutej żelazem”.
Gdyby nie umarł miałby 50 lat. 22 marca obchodziłby urodziny. Gdyby nie umarł, byłby lustrowany, przeżywał by dylemat: czy poprzeć i podpisać i oświadczenie lustracyjne, czy też mieć to w głębinach nosa niepojętych... Ktoś by wypomniał, że śpiewał w SZSP... a co gorsza także dla Mazowieckiego. Krytycznym okiem wypatrzono by obrazoburstwo z jego autobiografii.
Przewidywał to, czuł to i wyrażał w tekstach piosenek. W tej najsłynniejszej, o „Murach”, gdzie w rewolucji śpiewak zawsze był sam. W tej o końcu świata szwoleżerów, w której polegli idą w bohatery, ci co przeżyli poszli służyć Carowi....
Doczekał się śmierci i pójścia w bohatery. Przyjmijmy to z nadzieją, że go nie dobrązowią w „Misji specjalnej”...
Słuchałem na temat Jacka słów głoszonych z emfazą przez posła, którego nie trawię. A jednocześnie przypomniałem sobie spotkanie z braćmi Kurskimi w Gdańsku, dwadzieścia lat temu. Inni to byli ludzie, też byłem inny. Wówczas rzeczywiście łączył nas Kaczmarski.
Nie Jacek, lecz nasz „Habakuk”, pełniej wydobył słowa Tannenbauma w „Modlitwie o wschodzie słońca”. Słowa w które kiedyś wierzyliśmy; i chciałbym by zawsze były dla wszystkich słowami modlitwy. „Ustrzeż mnie Panie od nienawiści i od pogardy chroń mnie Boże...”
Nienawiść to dziecko strachu, lecz kogo mają bać się miliony....