2007-03-29
Indywidualne postrzeganie rzeczywistości pozwala odnaleźć własne barwy wiosny i jesieni. Jeden widzi dziury w drogach, drugi kwitnące pierwiosnki. Jednego kac kładzie z grypowym osłabieniem (tzw. syndrom drugiego dnia po świętach państwowych), drugi wesół jak skowronek no bo właśnie pobił żonę...
Każdy ma zindywidualizowane potrzeby i pragnienia. A jak nie ma, to są tacy którzy mu to wmówią w drodze reklamowej. Jeśli przy tym nie każdy, to przynajmniej znaczna część uważa siebie za Kogoś (wyjątkowego, niepowtarzalnego, wspaniałego). Nawet gdy ten ktoś jeszcze nic nie dokonał, zawsze istnieje szansa w przyszłości.
Przyjąć należy, że zazwyczaj mamy o sobie lepszą opinię niż o nas inni. Odwzajemniamy się tym najserdeczniej. Odmienne sytuacje istnieją, gdy nas boli wątroba. Szczerze brzmią głosy życzących zdrowia; podkrążone oczy i zsiniały nos tłumaczą ich empatie. Człowiek zaś widząc się w lustrze ma wyjątkowo niepochlebną o sobie opinie.
Indywidualizacja podpowiada nam maksymalizację swoich korzyści, nawet cudzym kosztem. Wiemy, że jak się nie wchrzanimy na siłę w swoje miejsce na drodze publicznej inni potraktują nas jak jelenia. Bez łokci wygryzą nas z promocji pasty do zębów. Ta maksymalizacja korzyści prowadzi do tego, że w odleglejszych zakątkach kieleckiego biją po łbie każdego spotkanego obcego, widząc w nim potencjalne zagrożenie dla racji stanu.
Z drugiej strony im indywidualniejsze inwiduum tym bardziej z niego wychodzi zwierzę społeczne. Człowiek jest potrzebny człowiekowi i to nie tylko w barze o czwartej nad ranem. Stadne zjawiska międzyludzkie wynikają także z konieczności potwierdzania wartości swojej indywidualności. Cóż wart jest aktor bez oklasków? Kim jest polityk mówiący do pustej sali? Jak czuje się pisarz nie czytany? Interakcje są jądrem bytu.
I teraz przy tym wszystkim postawcie się w sytuacji bociana. Bocian z bliżej niezrozumiałych powodów wybrał Polskę jako miejsce swoich powrotów. Mógłby lecieć do Francji, Niemiec lub przynajmniej Danii; a ten z maniackich powodów wybiera sobie nasz kraj. Ptak jak to ptak klekoce niezrozumiale, więc sami mu wmawiamy motywy powrotów. Bocian ma więc być dowodem jak dobrze postrzegamy nasze środowisko naturalne, jak zacnie widzimy w siebie dobrych ludzi, jak dostrzegamy nasz potencjał przyrostu demograficznego. A nawet, że u nas najlepsze są kleje i glazury.
Jeden bocian wiosny nie czyni. Ale my ich mamy setki więc wiosną czujemy sie pierwiosnkowo. Zawsze to jest lepiej jeśli my mamy coś czego nam przeciętny Niemiec zazdrościć może.
Tak właśnie nasze Ja rozlewa się w My, indywidualność kolektywizuje i rośniemy w siłę i żyje nam się lepiej.
Najważniejsze tylko dotrwać wiosny. I odebrać depeszę: Wracam. Bocian.
I świat się staje piękniejszy.